Wstaliśmy wcześnie rano ok.5:30, zjedliśmy szybkie śniadanko i wyszliśmy na parking przy plaży w oczekiwaniu na resztę ekipy.
Trasa Miami – Key West trwała ok. 4 godzin, było na co popatrzeć, ale Adriankowi to nie przeszkadzało w drzemce. Jest to trasa przebiegająca między wysepkami przez ocean kończąca się najbardziej wysuniętym na południe punktem USA (w stronę Kuby jest tylko 90 mil).
Zabudowa domków na Key West jest typowo amerykańska, wszędzie widać zawieszone flagi. Było naprawdę uroczo
Najdalej wysunięty na południe punkt USA – kolejka do zdjęć była dość długa
Dom Ernesta Hemingway’a.
Po drodze na obiad mijaliśmy jeszcze kilka ciekawych rzeczy
A, obiadek ? Hmm… jeden z najdroższych jakie jedliśmy na wakacjach. Ale było warto, bo byliśmy w otoczeniu prawdziwych dolarów na ścianach z muzyką na żywo (z czego najbardziej cieszył się Adrian) w restauracji „Willie T’s”.
Na koniec podano słynny deser z Key West – zrobiony z miniaturowych limonek występujących tylko na Key West. Deser był bardzo słodki o nazwie – Key Lime Pie.
Po dobrym jedzeniu przeszliśmy na promenadę i gigantycznie wielkie lody owocowe.
W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze na plażę – biały piasek i Adrian w swoim żywiole.
Powrót był troszkę męczący po całym dniu wrażeń, ale daliśmy radę.
Na koniec zakupy w „Public’u” i powrót do apartamentu na wieczorny relaks.
Jutro wylot do Las Vegas, trzymajcie kciuki – odezwiemy się jak będzie wifi